Inner Ear

W 2007 roku Ken Vandermark i Marek Winiarski z Not Two zgromadzili w Krakowie improwizatorów z całego świata, w orkiestrze pod nazwą Resonance Ensemble.
Jednym z wielu pobocznych projektów tej wspaniałej grupy był kwartet Inner Ear w składzie którego znaleźli się Mikołaj Trzaska na saksofonie i klarnecie basowym; nowojorczyk Steve Swell na puzonie; Szwed Per-Åke Holmlander na tubie oraz chicagowianin Tim Daisy na perkusji.
W 2011 roku grupa wydała płytę „Breathing Steam” (Kilogram Records), a rok później po trasie promującej tę płytę, zaproponowałem Mikołajowi wydania materiału nagranego na koncertach w USA.
W odpowiedzi dostałem aż trzy CDr  i wolną rękę abym sam mógł wybrać muzykę!
Muszę przyznać, że jeśli chodzi o wydawanie, chyba nigdy nie czułem wcześniej takiej sprawczości.

W rezultacie na płycie znalazły się zaledwie trzy utwory zarejestrowane na żywo w Chicago.
Zaledwie trzy, nie dlatego, że muzyka była słaba ale dlatego że muzyka jest także eksperymentem formalnym.
Ten materiał, już przed selekcją był według mnie czymś szczególnym i zupełnie innym, niż to co kwartet zaprezentował na pierwszej -kilogramowej płycie i innym niż to co wcześniej czy później zespół grał  na koncertach (w tym w Pardon To Tu) i rzecz jasna innym niż to co słyszelismy wówczas w wydaniu Mikołaja Trzaski, nawet jeśli trio z Oli Brice i Markiem Sandersem postawiło na koncertach (bo płyta była później) poprzeczkę tak wysoko, że wydawało się iż gdańszczanin wyżej nie podskoczy. Wyżej może nie ale czy nie może w bok albo jeszcze gdzie indziej niż do tej pory się zapędzał?
Znając bardzo dobrze dorobek Mikołaja w tamtym okreśie zaproponowałem mu taki wybór i pójśćie jeszcze dalej co on zaaprobował. Przypuszczam, że gdyby tamte koncerty wydawał inny label niż Bocian było by to jeszcze coś innego. Taka to jest szeroko płynąca muzyka.
Ocena wyjątkowości tej muzyki i w konsekwencji płyty to nie tylko moje odczucie ale i głosy które docierały do mnie tuż po wydaniu,od słuchaczy i osób zajmujących się “poważnym” pisaniem o muzyce. Choć niektóre oceny stawiają tę płytę w kategorii “dziwnych”, to wydaje mi się że w całej bogatej twórczości tych muzyków dobrze, że jest coś tak radykalnie innego.
Pierwszy utwór, “A Night Without Sleep”, został nagrany w 2011 roku w chicagowskim klubie Hideout.
Szesnastominutowy utwór to pięknie osobiste i bardzo szczególne głosy muzyków, płynnie łączące się w całość.
Trzaska wydaje tu dzikie, cudowne okrzyki, które mają w sobie tę ludowo-muzyczną jakość, obecną w tak dużej części polskiego jazzu. Swell jest pełnen bluesowej swobody. Holmlander gra niezwykle barwnie i czysto ale to jego partie beknięć, które są zarówno zabawne, jak i zaskakujące są jakby sygnałem dla całego zespołu do zabawy i rozpuszczania i dryfowania tematów (i wątków) w dziwne miejsca i rejony. Jest więć w jednej chwili ponuro, groźnie i szorstko a po chwili super śmiesznie.
Najbardziej tradycyjny wydaje się być tu Tim Daisy ale i jego gra ma w sobie coś co raczej przypomina dziwną miksturę rytmów i poszaranych nieoczywistych fraz niż jazzowej ramy i groove’u.
Ten utwór to (nie)skończona opowieść na temat downtownjazzu, polish jazzu, ludowości, zabawy, europejskiego kwadratowego (i radykalnego) grania spod znaku FMP, bluesa i muzyki rodem z cyrku czy niemych komedii slapstickowych i jeśli miałbym kogokolwiek zachęcić do słuchania muzyki Mikołaja Trzaski to wybrałbym właśnie ten czujny, zorganizowany, momentami swawolny kawałek „ A Night Without Sleep”. Być może brzmi to jak herezja ale nawet bardziej niż Riverloam Trio.

Dwa pozostałe utwory zostały nagrane w klubie Elastic, siedzibie chicagowskiej spółdzielni artystycznej mieszczącej się nad chińską restauracją Friendship.
Jedenastominutowy “The Long Full Compartment” rozwija się niezwykle spokojnie i bardzo  powoli przechodzi w pełniejsze brzmienie, organiczny proces stopniowego budowania dynamiki i zagęszczania atmosfery.
Tutaj, tak jak i w pierwszym utworze Trzaska bywa liryczny ale często jest to kasowane przez puzon i tubę i saksofoniście zostaje jedynie skowyt. Mimo tego, te dwa pierwsze utwory i tak mieszczą się jeszcze jakoś tam w idiomie free jazzu.
Jedank kończący płytę “Citizen of The Night Trains”, jest najbardziej niedopowiedzianą historią.
Rozpoczyna się szorstkim perkusyjnym pocieraniem a dołączające instrumenty przez pierwsz dwie minuty w zasadzie tylko potęgują i podbijają te perkusyjne szumy.
Klimat tajemniczości i niedopowiedzenia niczym w soundtracku do filmu “Naked Lunch” towarzyszy nam już do końca i mimo to, że naszym uszom stopniowo ukazuje się całą gama barw, kolorów, nastrojów – dźwięku i hałasu, które stopniowo przekształcają się w wybuchowe zakończenie, muzyka dosłownie urywa się w najbardziej nieoczekiwanym miejscu, pozostawiając słuchacza w zawieszeniu.

Amerykańska recenzentka Florence Wetzel napisała w 2013 roku o tym wydawnictwie: „To przyjemność usłyszeć te cztery unikalne głosy łączące się w tak cudownie żywą muzykę. W czasach, gdy świat jest pełen konfliktów i niepewności, międzynarodowe grupy takie jak Inner Ear wskazują lepszą drogę: współpracę, szacunek i przyjemność, która płynie z tworzenia piękna – razem”.

Inner Ear zagrają 23 pażdziernika w klubie Pardon To, Tu ale nie dlatego planowałem ten wpis. Po prostu przyśnił mi się koncert Mikołaja Trzaski i Marka Tokara z melorecytacjami Boyd Rice’a.

By:

Posted in:


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: